niedziela, 9 października 2016

Krótko i życiowo



Mój tato opowiedział mi następującą historię: znajoma pracująca w szpitalu ma niepełnosprawnego syna - chłopiec nie chodzi. Mieszkają w bloku bez windy ale jakoś sobie radzi. Wczoraj dzwoniła i błagała tatę o pomoc bo oba wózki są popsute i nie na jak zawieźć syna na rehabilitację. Rehabilitant do domu nie pojedzie nawet w drodze wyjątku. Naprawić wózka nie na gdzie - ani w szpitalu ani w serwisach, na nowy nie stać. No więc ojciec siedział i do 22 naprawił jej te wózki.
Myślę sobie, że gdyby w naszym kraju CO NAJMNIEJ tyle czasu poświęcono dzieciom już urodzonym co tym jeszcze w brzuchu mamy to byłoby ok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz