"Wierz mi, szczęście tkwi w drobiazgach, które masz każdego dnia na wyciągnięcie ręki" - P. Bosmans
środa, 28 października 2015
Randka w Mleczarni
Między jednym spotkaniem a drugim wpadłam dziś na chwilę do Mleczarni. Ot standardowo - duża kawa z mlekiem, ciastko marchewkowe, światło świec,świeżo złupiona w empiku Gretkowska, notatki, zapach starych sprzętów, gwar rozmów, muzyka, cisza, spokój - jak to wczesnym popołudniem w klubokawiarni.
Nie chciało mi się jakoś czytać, a musiałam zabić czas do piętnastej, więc po prostu odpoczywałam, popijałam kawę i rozglądałam się - to za okno, to po ludziach, bezmyślnie jak to ja :)
No i zobaczyłam taką starszą panią. Weszła, trochę zagubiona, srebrnowłosa ale ubrana w młodzieńczym wdziękiem z czerwoną szminką na ustach. Dwa razy zmieniała miejsce, kręciła trochę niespokojnie, bawiła świecznikiem, spływającym woskiem.
Po chwili wybiegła przed klub z okrzykiem "Józiu!". Rozszczebiotana poprowadziła do stolika równie wiekowego pana. Usiedli, coś zamówili i pogrążyli w rozmowie wpatrzeni już tylko w siebie. Na ich twarzach lekko oświetlonych światłem świec była czysta radość.
No i cóż, przyjemności można dzielić na różne. Saganka nazwała kiedyś część z nich łatwymi - zakup książki, wybór sukienki, tańce - generalnie te, które można nabyć za pieniądze.
Ale większość chyba jednak jest za darmo - czy są przez to trudne? Czy trudność polega na odnalezieniu ich? Wrażenia, odczucia, ludzie, sytuacje, nawet rzeczy, które wywołują pewne stany, a w zasadzie nasze reakcje na nie - te zależą od nas samych.
Można przejść obojętnie obok pięknych kolorów, słonecznego dnia, wiatru na twarzy, pięknego zapachu, smaku, uśmiechu, czyjejś bezinteresownej uprzejmości, odczuwanego spokoju, leniwego poranka, ciepłej kołdry, telefonu od mamy czy przyjaciela, kociego mruczenia, mgły za oknem, opadających, mieniących się liści, zapachu chleba w piekarni, szumu miasta w sobotę wieczorem, świateł, rozbrykanych wróbli, udanego, własnoręcznie upieczonego ciasta, padającego dostojnie śniegu, spokojnego snu, zdrowia.
To są rzeczy codzienne, nie zauważa się ich tak jak zdrowego ciała, ludzi, którzy zawsze zdawałoby się są i będą - bierze się je za pewnik, a nie są nim.
A dlaczego ja znowu o tym samym? Bo jakoś ostatnimi czasy dość często zdaję sobie sprawę, że wszystko jest bardzo ulotne, a otoczenie obojętne na to się nam przydarza toteż tym bardziej trzeba doceniać co się ma.
Kiedyś na studiach czytałam takie opowiadanie - za licho nie mogę sobie teraz przypomnieć ni autora ni tytułu, ale generalnie treść była taka - rozbitkowie na tratwie, konają z głodu, pragnienia, widzą plażę na której bawią się dzieci, opalają ludzie i nie mogąc do niej dopłynąć wzywają pomocy, machają rękami. Ci na plaży myślą, ze tamci się bawią - odmachują im ze śmiechem i dalej zajmują się sobą...finał za wesoły nie jest. Metafora współczesnego świata na kilku stronach.
Dlatego zawsze będę mówić, że warto dobre drobiazgi dostrzec i się nimi ucieszyć, docenić je i uświadomić, że do szczęścia naprawdę może wystarczyć "dobre zdrowie i słaba pamięć " :) A fakt, że ludzie poświęcają nam choćby i chwilę z życzliwością i uwagą jest wspaniały.
Carpe noctem wampiry ^^
khoci
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz