W dolinach już wiosna, kwiaty, ptaki, a w górach wciąż śnieg. Kontrast błękitnego nieba i wszechogarniającej bieli jest niesamowity. Plus klimat turystycznego miasta po sezonie - prawie wymarłego.
Karkonosze w marcu - przed świętami, a po szczycie narciarskiego szaleństwa należą do mieszkańców i - z rzadka jeszcze - do narciarzy i prawdziwych zapaleńców gór. W takich okolicznościach "cześć" czy "dzień dobry" wypowiadane wysoko na szlaku nabiera zupełnie innego znaczenia.
Było miło, pięknie i cicho. Zapierające dech w piersiach widoki. Niesamowite rzeźby z lodu i śniegu, lodowa pustynia na Równi i lawinowe szlaki na zboczach.
"A gdzie ja dojdę tędy?"
"Do Strzechy i Samotni".
"A co tam jest?"
"Jeziorko, schronisko"
"A jezioro zamarznięte?"
"Tak"
"E, to po co będę szedł"
"E, to po co będę szedł"
:)
Karpacz to Karpacz, zawsze da do myślenia. A wiosna już idzie, tylko czekać :)
Miłego
khoci
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz