poniedziałek, 24 listopada 2014

Rakastan Suomi - Helsinki i okolice



Chyba od zawsze chciałam pojechać do Finlandii. To była trochę taka mityczna, magiczna kraina o której się myśli, marzy, snuje fantazje. Daleki śnieżny kraj :)
No i zdarzyło się, że pojechałam do kraju renifera, sauny, Mikołaja (i to przed świętami!:), śniegu i milczących Finów. 

Moi gospodarze pierwszego dnia zapytali czy tak wyobrażałam sobie Finlandię.
Wyobraźnia zwykle mało przystaje do rzeczywistości i kiedy człowiek ma doprecyzować czego właściwie się spodziewał, trudno to ubrać w słowa - zwłaszcza kiedy nowe obrazy, zapachy i wrażenia zalewają mózg.

Obrazek pierwszy.

Zziębnięta, wykończona wysiadam wreszcie z samolotu  - pada śnieg, łapię więc taksę. Taksówkarz ma około sześćdziesiątki, skórzaną kurtkę, tunel w uchu, kolczyk w nosie i całą drogę do hotelu nadaje o swojej karierze, Helsinkach i wszystkim co się nawinie - był copywriterem w NYC, ale ze względu na stres przebranżowił się - jeździ taksą i jest szczęśliwy. Poleca knajpy, wypytuje o Polskę, odstawia mnie pod samą recepcję "Treat her well" nakazuje obsłudze. Ot, mit małomównego Fina obalony...

Obrazek drugi.

Idę po śniegu, mam teoretycznie zimowe buty, ale jakoś nie dają rady, zaczynam się ześlizgiwać po ścieżce. Łapie mnie jakaś kobieta, przytrzymuje za rękę, otrzepuje mi kołnierz ze śniegu i śmieje się "Be careful, it's easy to fall down". Ach ci zamknięci w sobie Finowie...


Obrazek trzeci.

Idę sobie znów gdzieś po parku (dużo tam parków mają) idzie rodzina - tata z chłopcami i mama z dziewczynką. Po parku jedzie policja. Dziewczynka macha do nich łapką, policja odmachuje, zatrzymują się, rozmawiają z rodzicami, zagadują do dziewczynki, ona się do nich śmieje, wręcza im balonik.

Obrazek czwarty.


Szukam pomnika Sibeliusa, mija mnie rodzina  - rodzice i szkraby - dwóch chłopców, dziewczynka. Chłopcy ganiają się, nagle jeden się wywraca. Patrzy zdziwiony. Co widząc ten pierwszy solidarnie wykłada się razem z kolegą. Leżą obaj i żaden nie płacze, śmieją się, tylko matki czyszczą im już i tak ubabrane kombinezoniki...

Obrazek piąty

Kolacja z gospodarzami. Trwa jakieś 3 godziny i ani na chwilę nie milkną opowieści. I rozmowy - o Finlandii, Polsce, Szwecji, Putinie (którego nawiasem mówiąc też się obawiają), reprezentacji piłkarskiej i sporcie - bardzo dobrze kojarzą Małysza, znają go nawet osobiście. Ot, zamknięty w sobie naród...

Obrazek szósty

Pogubiona trochę w zawiłościach komunikacji miejskiej biedzę się nad rozkładem jazdy (tutaj autobusy zatrzymują się tylko na machanie łapką lub sygnał dany kierowcy - w tym celu bilety okresowe są odblaskowe i większość ludzi nosi odblaskowe elementy na rękach albo przy plecakach) - ktoś sam podchodzi, pyta czy nie pomóc, tłumaczy...

Obrazek siódmy

Ganiam już od siedmiu godzin po Helsinkach, ciągle głodna nowych widoków, zimno mi już jak diabli, docieram do portu, na miejski targ. Pachnie czymś smacznym, idę do małego straganu, proszę o zupę z łososiem. Dostaję solidną miskę z ogromnym kawałkiem pieczonej ryby. Sprzedawczyni patrzy jak się telepię  - ofiarowuje jeszcze spore pajdy świeżego chleba i kawę gratis "You need it" mówi. To chyba mój fioletowy z zimna nos ją wzruszył...


Obrazek ósmy

Kręcę się w okolicach Esplanadii, docieram do jednej z mniejszych uliczek - stoi tam pomnik upamiętniający się zdaje się żołnierzy niemieckich czy coś w tym rodzaju. Ktoś na samym szczycie nagrobka postawił bałwanka...

Obrazek dziewiąty

Jak Finlandia, to Finlandia, kraj Mikołaja, prezenty muszą być przywiezione, zmiłowania nie będzie. Więc turlam się po sklepach, szukam to tego to owego. Znajduję maskotkę haska. Nie chce się zmieścić do torby. "He is too fat" śmieje się sprzedawczyni i daje mi większą torbę. Pies przyjedzie do Polski znacznie mniej wymięty niż ja... ;)

  
Obrazek dziesiąty

Tułam się sama po Suomenlinnie - jakaś ekipa w moim wieku piknikuje na skałach, coś wysokoprocentowego popijają. "Wannna sip?" pytają. No cóż...

I tak mogłabym długo.. ale to już będzie przy kieliszku  lapońskiej wódeczki z jagód.

Finlandia to piękny kraj - mały, spokojny, ludzie są przemili, uprzejmi, troskliwi. Nie spotkała mnie tam ani jedna przykrość - wręcz przeciwnie, czułam się całkowicie bezpiecznie. Nie ma korków, ludzie sporo ćwiczą, łowią ryby nawet w śnieg i mróz i sporo spędzają czasu z dziećmi i psami. Bo psy są tu zdecydowanie górą - koty w odwrocie:)

A reszta to już moje myśli co mnie gryzą - wrócę tu na pewno. Finlandia jest jak plasterek na skołatane serce i warto go od czasu do czasu aplikować:)

khoci





























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz