Jak tak się myślę o tym co daje mi szczęście i radość, to zastanawiam się co ja robię w dużym mieście.
Acha... już wiem. Zarabiam:)
Lasy, góry, szum drzew, liście, kolory, pachnące powietrze, spokojniejszy rytm, kapkę inna mentalność ludzi, inny wymiar problemów dużych i małych. Wyjazdy z Wrocławia do rodziców, nad jeziora czy w góry dość mocno ściągają mnie na ziemię i sporo zmartwień, które mam (albo mi się wydaje, że mam) wydają się tu śmieszne lub nieproporcjonalnie nadmuchane.
I dobrze. Człowiek mózgu używać musi do czegoś innego ni li tylko dociążenia głowy. W końcu określenie sapiens do czegoś zobowiązuje:p
Tym razem pogoda była cudna, więc tradycyjnie hasałam po lasach i jeziorach lubuskich ciesząc się na temat "och jak tu fajnie, och jak tu pusto po sezonie" i kończąc finalnie w Szarlotce na pożeraniu ciasta swego weselnego, bo mię ono jednako oczarowuje za każdym razem, więc pozostaję mu wierna.
Grzyby były, ale niestety w trakcie rozbioru robaczego, więc za wiele nie poszalałam łowiecko, trudno się mówi, nie codzień święto lasu.
Za to nawdychałam się, naoglądałam i duszę jesienną aurą nacieszyłam ile dusza zapragnie,więc w sumie i tak jestem na plus.
Nie mogło się obyć bez rozmów wielce inteligentnych z narodem napotkanym i tak oto:
Rozmowa pierwsza
Miejsce akcji - środek lasu w środku tzw. niczego. Niedziela rano.
Idzie pan wesolutki środkiem gościńca, lewy do prawego i nazad i wita się z nami uprzejmie:
-A dzień dobry dzień dobry, piękny dzień.
-Dzień dobry.
-A ja to na Ługi idę.
-Ale to nie w tą stronę.
-Już od wczoraj idę. Piłeś nie jedź! <i czknął>
*Poniekąd chwalebna postawa obywatelska, ale ile ten nieborak się po tych lasach plątał to nie wiem, dobrze, ze przynajmniej ode mnie nie oczekiwał informacji dokąd idzie.
Rozmowa druga
Kwiaciarnia przycmentarna, sobota rano.
- Dzień dobry, czy ma pan może takie kwiatki żeby w małą doniczkę wstawić?
- A co pani, ja to się nawet tego nie tykam, ta biedronka naprzeciwko mnie załatwiła, tak mnie pani załatwili, że ja na swoje nie wyjdę, wykończą człowieka, ja to towar wysokiej jakości zamawiam, a nie takie badziewie, konkurencję mi pani taką robią, że ja nawet na swoje nie wyjdę, dokładam do tego, ja więcej za zamówienie płacę niż mi ten towar zejdzie, nie ma i nigdy nie będzie! Tak pani człowieka te supermarkety załatwią.. <i nadaje dalej w tym tonie; w tym czasie khoci grzecznie kładzie uszki po sobie i ewakuuje się do wyjścia>
-A to dziękuję, do widzenia.
Wchodzi następnie do konkurencyjnej biedronki zobaczyć co tam zacz, a tam trzy zdechłe badylki na krzyż i myśli...demon konkurencji po raz kolejny zaatakował znienacka i uchlał krwi z lokalnych przedsiębiorców.
I tak to fajnie było weekendowo, o golonce przygotowanej będzie następnym razem :)
Miłego tygodnia!
khoci





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz