niedziela, 21 września 2014

Serial na myślenie - True Detective

Rust: I'd consider myself a realist, alright? But in philosophical terms I'm what's called a pessimist. 
Marty: Okay, what's that mean? 
Rust: It means I'm bad at parties. 
Marty: Let me tell you, you ain't great outside of parties either."

Wrobiono mnie w ten serial. 
Z premedytacją.
Jakoś nie miałam ostatnio nastroju na gapienie się w ekran, więc siadałam do niego na zasadzie "O rany, kolejne strzelaniny, morderka, faki, madefakers I kill ya non stop kolor, pościgi i tak dalej",  czyli coś co zwykle pojawia się w głowie na hasło serial kryminalny. Standard. No może jeszcze co bardziej radosnym użytkownikom seriali kryminalnych przyszłyby do głowy radosne kadry z Żaru Tropików czy innych Miami Vice tego świata. Ewentualnie niewyżyty nauczyciel chemii, który nawiasem mówiąc wrażenia na mnie nie zrobił.

No więc usiadłam sobie mędząc namiętnie jakie to męki muszę przechodzić, ale już po 10 minutach ucichłam. Jako żywo zatkało mnie. Znacie ten efekt (pewnie moi bracia i siostry w lektorstwie  stosują nawet ten trick :p) jak to nauczyciel chcąc uciszyć klasę mówi coraz ciszej i spokojniej? 
No więc taka jest narracja tego filmu - mniej więcej do połowy. Później już nie ma potrzeby kogokolwiek zachęcać - wątek  śledzi się z zapartym tchem.
Nie będę streszczać tutaj fabuły, bo jeśli to kogoś interesuje, to sobie na pewno sam wygugla, dość powiedzieć, że każdy odcinek przykuł moją uwagę na 100%.

To jest film mówiony. Są jakieś strzelaniny i morderstwa i tak dalej, ale najcięższym kalibrem są słowa. Jeden z głównych bohaterów w swoich monologach porusza kwestie o które na pewno większość myślącego kapitału ludzkiego (a na pewno tego po filologiach - i to już na pierwszym roku:) zahaczyła w swoich eksploracjach umysłowych - mam tu na myśli linearność vs kolistość czasu, wiarę i niewiarę, powtarzalność zdarzeń, zalety poddania się śmierci, świadomość, ewolucję,  nieuniknioność własnego losu, strach, przyjaźń, kontakty międzyludzkie, ich jakość i znaczenie... istne potoki mądrych myśli ubrane w słowa spokojnych monologów Rusta Cohla. 
Czułam się trochę jak na wykładach filozofii i bardzo mi się podobało, zwłaszcza, że bohaterowie są w swojej zwyczajności nadzwyczajni, nie potrzebują kolorowej otoczki żeby wzbudzić zainteresowanie. Popełniają błędy, nie są doskonali, są jacy są i to w jakiś sposób wywołuje akceptację dla człowieka jako takiego - ułomnego, niosącego bagaż doświadczeń - każdy swoich, indywidualnych, tworzących go jako całość. Więc widz zastanawia się, redefiniuje jeszcze raz istotę człowieczeństwa czy jego braku. Używa głowy niestandardowo - wysilając szare komórki :)

Zresztą powiedzcie szczerze - ile seriali skłania kogokolwiek do głębszych przemyśleń? Obstawiam liczbę zero. Szlachetnym wyjątkiem jest "Twin Peaks", ale to jest Lynch, to jest kult i  świętość z tym się nie walczy :) Tu i tam jest też tajemnica i mitologiczne odwołania, więc fani tego typu 'wierd fiction' powinni być zachwyceni.

Bardzo polecam True Detective - błyszczy jasno na tle całej mieszaniny przemocy i głupoty w tivi - i przypomina, że człowiek to istota myśląca, komunikująca się za pomocą słów, nie tylko obrazków, emotikonek czy zdjęć.

Miłego!
khoci

Grafika (c) Nagy Norbert @ Bottleneck Gallery

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz