Rust: I'd consider myself a realist, alright? But in philosophical terms I'm what's called a pessimist.
Marty: Okay, what's that mean?
Rust: It means I'm bad at parties.
Marty: Let me tell you, you ain't great outside of parties either."
Wrobiono mnie w ten serial.
Z premedytacją.
No więc usiadłam sobie mędząc namiętnie jakie to męki muszę przechodzić, ale już po 10 minutach ucichłam. Jako żywo zatkało mnie. Znacie ten efekt (pewnie moi bracia i siostry w lektorstwie stosują nawet ten trick :p) jak to nauczyciel chcąc uciszyć klasę mówi coraz ciszej i spokojniej?
No więc taka jest narracja tego filmu - mniej więcej do połowy. Później już nie ma potrzeby kogokolwiek zachęcać - wątek śledzi się z zapartym tchem.
Nie będę streszczać tutaj fabuły, bo jeśli to kogoś interesuje, to sobie na pewno sam wygugla, dość powiedzieć, że każdy odcinek przykuł moją uwagę na 100%.
To jest film mówiony. Są jakieś strzelaniny i morderstwa i tak dalej, ale najcięższym kalibrem są słowa. Jeden z głównych bohaterów w swoich monologach porusza kwestie o które na pewno większość myślącego kapitału ludzkiego (a na pewno tego po filologiach - i to już na pierwszym roku:) zahaczyła w swoich eksploracjach umysłowych - mam tu na myśli linearność vs kolistość czasu, wiarę i niewiarę, powtarzalność zdarzeń, zalety poddania się śmierci, świadomość, ewolucję, nieuniknioność własnego losu, strach, przyjaźń, kontakty międzyludzkie, ich jakość i znaczenie... istne potoki mądrych myśli ubrane w słowa spokojnych monologów Rusta Cohla.
Czułam się trochę jak na wykładach filozofii i bardzo mi się podobało, zwłaszcza, że bohaterowie są w swojej zwyczajności nadzwyczajni, nie potrzebują kolorowej otoczki żeby wzbudzić zainteresowanie. Popełniają błędy, nie są doskonali, są jacy są i to w jakiś sposób wywołuje akceptację dla człowieka jako takiego - ułomnego, niosącego bagaż doświadczeń - każdy swoich, indywidualnych, tworzących go jako całość. Więc widz zastanawia się, redefiniuje jeszcze raz istotę człowieczeństwa czy jego braku. Używa głowy niestandardowo - wysilając szare komórki :)
Zresztą powiedzcie szczerze - ile seriali skłania kogokolwiek do głębszych przemyśleń? Obstawiam liczbę zero. Szlachetnym wyjątkiem jest "Twin Peaks", ale to jest Lynch, to jest kult i świętość z tym się nie walczy :) Tu i tam jest też tajemnica i mitologiczne odwołania, więc fani tego typu 'wierd fiction' powinni być zachwyceni.
Bardzo polecam True Detective - błyszczy jasno na tle całej mieszaniny przemocy i głupoty w tivi - i przypomina, że człowiek to istota myśląca, komunikująca się za pomocą słów, nie tylko obrazków, emotikonek czy zdjęć.
Miłego!
khoci
Grafika (c) Nagy Norbert @ Bottleneck Gallery

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz