Ciasteczko na dzień dzisiejszy z nazwą niepoprawną politycznie tym niemniej pyszne :)
Moja mama zwykle robiła je na sobotę - proste (bo ja się trudniejszych nie imam co by kuchni nie spalić do imentu (bo nie moja, w swojej suflety, kremebrule i inne sakreble będę uskuteczniać :)
W każdym razie, potrzebne będą: kostka margaryny (250g), pół szklanki mąki, pół szklanki cukru, 5 łyżek kakao, łyżeczka proszku do pieczenia, 4 jajka i wiórki kokosowe.
Margarynę topimy z cukrem i kakao w rondelku. Studzimy. Mąkę mieszamy z proszkiem i żółtkami. Białka ubijamy na pianę dodajemy do mąki. Lekko przestudzoną masę z margaryny dodajemy do mąki (zostawiamy sobie ok. jedną piątą na polewę ciasta:), mieszamy. Dodajemy białka, mieszamy delikatnie.
Formę do pieczenia (może być keksówka, ale ja w zwykłej formie 30x35 robiłam) smarujemy tłuszczem, wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy masę.
Na 50-60 minut do piekarnika na leżakowanie w 180 stopniach.
Po wyjęciu ciasto oblewamy resztą masy margarynowo-kakaowej i posypujemy wiórkami.
Voila! :)
Na dzień chłopaka (30 września) jak znalazł.
Smacznego!
khoci
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz