Tort w oryginale nazywa się Red Velvet Cake ale kiedy zaczęłam go robić w kuchni wyglądało jak u rzeźnika, lub co najmniej u Patricka Batemana - posoka i jeszcze raz posoka, na rękach i nożach tudzież wszędzie wokół jakby ktoś podroby siekał nie tort artystyczny tworzył. Gdyby w momencie kiedy go produkowałam przybył jakiś sąsiad bądź patrol byłoby ciekawie:)
Operacja jednakże zakończyła się sukcesem (tylko zamiast kremu z serka, którego mój mężu nie trawi zrobiłam krem z papierka - też dobry:) i tym samym mój pierwszy tort uważam za zaliczony.
Co prawda nie wygląda tak pięknie czerwono jak na zdjęciach z oryginalnego przepisu i cuchnie w całym domu burakami (pokusiłam się o naturalny barwnik, głupia, nie bacząc z czegóż on zrobiony i jak pachnie - a pachnie straszliwie:) i octem, ale w smaku jest niczego sobie. No i faktycznie jak się górę schlapie czerwonym to robi wrażenie:)
Powodzenia!
khoci
ps. czerwone barwniki jak i esencję waniliową (i pomarańczową) można nabyć w "Smakach Świata" w Renomie na poziomie -1 (tam gdzie Alma). Amen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz