Wczorajsze rogalikowo-migdałowe szaleństwa w Monsieur Cafe zaowocowały dzisiejszym migdałowym szaleństwem. Nie ma to jak świeży gorący rogalik z podprażonymi płatkami i kawusia z mleczkiem njam o radości o rozpusto lubieżna... :)
W każdym razie coś z migdałem w domu by się przydało jako że wyżarliśmy już wszystkie świąteczne ciasta, a poza tym chyba jakiś końcoworoczny smętek mnie dopadł, więc tym bardziej jakaś aktywność z efektem w postaci jadalnych dóbr doczesnych była wskazana.
Przepis wygrzebałam na Kwestii Smaku tylko migdałów mielonych nigdzie w okolicy nie było i dopiero łączony wysiłek tłuczenia młoteczkiem (Bartka wkład w ciasto:) płatków i miksowania ich (rozum mi wrócił i znalazłam rozdrabniacz w szafie:) pozwolił wysiłkom znaleźć szczęśliwy finał.
Nie ma to jak zapach ciasta snujący się po domu... mniam :) Takie przedsylwestrowe niam bo do Nowego Roku pewnie kulinarnych waryacji już nie będzie...:)
Smacznego
khoci =^--^=
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz