Co tam wiosna...LATO!!!! Temperatura skoczyła w górę, od razu chce się żyć... i zdejmować kurtkę :)
Żeby nie marnować takiego słońca wybraliśmy się popiknikować na Ślężę. Bagiety obecne,Sobieski żurawinowy obecny, można ruszać :D
Widoki cudne, tylko kondycja kiepskawa, na chwilę obecną powróciwszy szczęśliwie do domu jestem zmęczona jak koń po westernie ^^
Mimo to przyjemnie było odetchnąć od Wrocławia ...usiąść gdzieś na trawie i po prostu popatrzeć daleko (w ciszy :D)
Kłopotów przez chwilę nie ma. A jeśli nawet są to znikną podczas wspinaczki (*Niebieskiego szlaku nie polecam :D).
Generalnie po eskapadzie leżeć kopytkami do góry wypadnie mi przez tydzień, syczeć z bólu może przestanę w środę (wariant optymistyczny) - czas się zabrać za kondycję osobistą, nie ma to tamto :)
Naród także poczuł wiosnę i wypoczywa po swojemu głównie wyjąc, pijąc i porykując:. Aha i grilując - na Ślęży w sposób tradycyjny - mięsko na kijek i do ogniska psy śliniące się odganiając :)
Swoją drogą jak tak posłuchałam wypowiedzi obecnych w okolicach (głównie w autobusach) studentów ("Czy bridget Jones była najpierw książką czy filmem? Nieeee, chyba filmem!"), gimnazjalistów ( "proszę zatrzymać autobus kolega chce siku") i finalnie przedszkolaków ("Samolocik ziuuuuuum, ziuuuuuum, ziuuuuuuuuuuuum dadadada ziuuuuuuum") stwierdzam, że poziom inteligencji jest wyrównany :)
Czas zacząć się bać ^^
Jest dobrze, jest dobrze, cieszmy się weekendem!!!!!:
Reszta zdjęć tradycyjnie na picasie :)
PS. Poza tym świętuję ostatni dzień jako trzydziestolatka :D Sporo do przemyślenia i podsumowania, hoho :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz