Co człowiek to opinia...tradycyjnie.
Z racji mojego antybiotykowo-chorobowego zawirowania wybrałam się na ten
film dość późno, ale siedząc na L4 słuchałam recenzji - że cukierkowe,
że Szumowska obnaża swoje kompleksy, że nic szczególnego...
Myślę, że ze "Sponsoringiem" jest tak, że w zależności jakie kto
miał przeżycia w domu, w związkach czy z samym sobą inaczej będzie ten
film odbierał - biedny, bogaty, szczęśliwy, wykorzystany, taki który
tkwi w związku tylko dlatego że kredyt, że dzieci i tak dalej; każdy
prawdopodobnie powie o filmie co innego.
Ja
siedziałam przygnębiona, mój partner zniesmaczony, ale panie rząd za
nami śmiały się wesoło i zastanawiały się obserwując scenę masturbacji
Juliette Binoche "jak aktor może coś takiego zagrać".. .
Tak...aktor
w dzisiejszych czasach jest przecież od promowania perfum, tańczenia z
gwiazdami i lansowania się na salonach - czasy kiedy powinien umieć
zagrać nawet krzesło minęły. Mniejsza z tym.
Są
to historie trzech kobiet, które w taki czy inny sposób prostytuują się
- dla pieniędzy, ponieważ ich potrzebują, dla pieniędzy ponieważ
brzydzą się biedą jako taką i nie dla pieniędzy, ponieważ ich mają pod
dostatkiem, ale dla utrzymania statusu, swego rodzaju status quo w
związku, rodzinie, poczucia własnej tożsamości, poczucia bezpieczeństwa?
Takie przynajmniej miałam wrażenie.
Dla
mnie jest to film smutny, mówi o ograniczeniach tego kim chcemy być a
kim możemy i za jaką cenę. Kobieta marząca o idealnym domu i karierze,
dziewczyna o dogonieniu lansowanego przez świat konsumpcyjnego ideału,
czy inna - walcząca pazurami o materialny byt.I o tym, że należy podjąć
pewną decyzję - albo jest się po jednej albo po drugiej stronie-
wszelkie próby ich przekroczenia kończą się zwykle fiaskiem. Ani
prostytutka nie będzie zwykłą panią domu ani na odwrót. Przynajmniej
taki przekaz odebrałam oglądając film. Kokota i mieszczka to dwie
odrębne kategorie.
Nie
sposób nie wspomnieć o scenach erotycznych w które film obfituje - jest
ich sporo i są śmiałe, ale muszę przyznać, że dla mnie stanowiły raczej
tło, komentarz filmu niż samą esencję. Czy pokazywały prawdę? Myślę, że
tak - większa brutalizacja, realizm odwracałyby tylko uwagę od treści, a
nie sądzę aby o to autorce filmu chodziło. Chyba, że niektórzy krytycy
zakładali, że kręcimy pornola.
Ogólny
przekaz jaki odebrałam oglądając ten film? Że każdy jest samotny,
podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje i że nie można uciec od tego
kim się jest. Czasem człowiek nie godzi się na prawdę o sobie i gra,
ale wtedy musi się pogodzić z tym, że jego życie to gra pozorów. Na tym
tle sprzedające się dziewczyny są prawdziwsze od szanowanych pań domu żyjących w udawanych związkach.
A poza tym - stwierdzenie, że wszyscy kłamią? Ale to już inny film ;)
Jeśli ktoś lubi Juliette B, piękne kadrowanie, ogólnie zdjęcia i gorzkie pigułki, to czemu nie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz