czwartek, 15 marca 2012

Sponsoring


Co człowiek to opinia...tradycyjnie.

Z racji mojego antybiotykowo-chorobowego zawirowania wybrałam się na  ten film dość późno, ale siedząc na L4 słuchałam recenzji - że cukierkowe, że Szumowska obnaża swoje kompleksy, że nic szczególnego... 


Myślę, że ze "Sponsoringiem" jest tak, że w zależności jakie kto miał przeżycia w domu, w związkach czy z samym sobą inaczej będzie ten film odbierał - biedny, bogaty, szczęśliwy, wykorzystany, taki który tkwi w związku tylko dlatego że kredyt, że dzieci i tak dalej; każdy prawdopodobnie powie o filmie co innego.

Ja siedziałam przygnębiona, mój partner zniesmaczony, ale panie rząd za nami śmiały się wesoło i zastanawiały się obserwując scenę masturbacji Juliette Binoche "jak aktor może coś takiego zagrać".. .
Tak...aktor w dzisiejszych czasach jest przecież od promowania perfum, tańczenia z gwiazdami i lansowania się na salonach - czasy kiedy powinien umieć zagrać nawet krzesło minęły. Mniejsza z tym.

Są to historie trzech kobiet, które w taki czy inny sposób prostytuują się - dla pieniędzy, ponieważ ich potrzebują, dla pieniędzy ponieważ brzydzą się biedą jako taką i  nie dla pieniędzy, ponieważ ich mają pod dostatkiem, ale dla utrzymania statusu, swego rodzaju status quo w związku, rodzinie, poczucia własnej tożsamości, poczucia bezpieczeństwa? Takie przynajmniej miałam wrażenie.

Dla mnie jest to film smutny, mówi o ograniczeniach tego kim chcemy być a kim możemy i za jaką cenę. Kobieta marząca o idealnym domu i karierze, dziewczyna o dogonieniu lansowanego przez świat konsumpcyjnego ideału, czy inna - walcząca pazurami o materialny byt.I o tym, że należy podjąć pewną decyzję - albo jest się po jednej albo po drugiej stronie- wszelkie próby ich przekroczenia kończą się zwykle fiaskiem. Ani prostytutka nie będzie zwykłą panią domu ani na odwrót. Przynajmniej taki przekaz odebrałam oglądając film. Kokota i mieszczka to dwie odrębne kategorie.

Nie sposób nie wspomnieć o scenach erotycznych w które film obfituje - jest ich sporo i są śmiałe, ale muszę przyznać, że dla mnie stanowiły raczej tło, komentarz filmu niż samą esencję. Czy pokazywały prawdę? Myślę, że tak - większa brutalizacja, realizm odwracałyby tylko uwagę od treści, a nie sądzę aby o to autorce filmu chodziło. Chyba, że niektórzy krytycy zakładali, że kręcimy pornola.

Ogólny przekaz jaki odebrałam oglądając ten film? Że każdy jest samotny, podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje i że nie można uciec od tego kim się jest. Czasem człowiek nie godzi się na prawdę o sobie i gra, ale wtedy musi się pogodzić z tym, że jego życie to gra pozorów. Na tym tle sprzedające się dziewczyny są prawdziwsze od szanowanych pań domu żyjących w udawanych związkach.

A poza tym - stwierdzenie, że wszyscy kłamią? Ale to już inny film ;)

Jeśli ktoś lubi Juliette B, piękne kadrowanie, ogólnie zdjęcia i gorzkie pigułki, to czemu nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz